Rewolucja sztuki


Antonio Sant’Elia: manifest futurystyczny „Architektura futurystyczna” 11 lipca 1914
wtorek, Wrzesień 11, 2007, 8:54 pm
Filed under: Architektura, Futuryzm, Manifesty

 ARCHITEKTURA FUTURYSTYCZNA

 
Od końca XVIII wieku nie ma już żadnej architektury. Nieprawdopodobną mieszaninę wszelkiego rodzaju elementów stylistycznych obwołano architekturą. Nowe piękno cementu i żelaza sprofanowały karnawałowe inkrustacje ozdób nieuzasadnionych ani budowlaną koniecznością, ani tym bardziej wymaganiami naszego gustu. Źródłem tych ozdób jest starożytność egipska, indyjska lub bizantyjska, a także ów zdumiewający rozkwit idiotyzmu i impotencji, który nosi miano klasycyzmu.

Włochy przejęły to architektoniczne rajfurstwo i drapieżną nieudolność cudzoziemców obwieściły genialną inwencją i najnowszą architekturą. Młodzi architekci tego kraju (ci, którzy swą oryginalność czerpią z potajemnych konstrukcji wydawnictw artystycznych) dają wolne ujście swym talentom w nowych dzielnicach miast, gdzie rozkoszna sałatka z ostrołukowych arkadek, siedemnastowieczny ornament liściowy, sklepienia gotyckie, filary egipskie, rokokowe woluty, putta z quattrocenta i wydmuchane kariatydy z całą powagą zajmują miejsce stylu i uzurpują sobie efekty monumentalne. Kalejdoskopowe pojawianie się i znikanie form, powiększająca się liczba maszyn, codzienny wzrost potrzeb, stymulowanych przez szybkość komunikacji, koncentrację ludności, higienę i sto innych zjawisk współczesnego życia, ani na chwilę nie wyprowadzają z równowagi tych rzekomych odnowicieli architektury. Dzierżąc w ręku reguły Witruwiusza, Vignoli czy Sansovina i kilka drugorzędnych publikacji o architekturze niemieckiej, prą oni tępo i wytrwale naprzód, po to, żeby naszym miastom wycisnąć piętno głupoty; miastom, które powinny być bezpośrednimi i wiernymi projekcjami nas samych.

W taki sposób ekspresywna i syntetyczna sztuka stała się w ich rękach pustym ćwiczeniem stylistycznym, przeżuwaniem kiepsko wymieszanych formuł, które mają służyć do nadawania pozoru nowoczesności zwykłym, tradycjonalnym budowlom z cegieł i kamieni. Tak jakbyśmy mogli my, akumulatory i generatory ruchu, z naszymi mechanicznymi uzupełnieniami, z hałasem i szybkością naszego życia, wciąż jeszcze zamieszkiwać te same ulice, które zbudowali ludzie sprzed pięciu czy sześciu stuleci.

Wszystko to składa się na główny imbecylizm architektury współczesnej, powtarzający się ciągle dzięki pomocy sprzedajnych akademii, tych domowych aresztów inteligencji, gdzie zmusza się młodych do onanistycznego kopiowania modeli klasycznych, miast nastawiać ich umysły na wyznaczanie zakresu i poszukiwanie rozwiązań dla nowej, władczej problematyki: futurystycznego domu i futurystycznego miasta. Dom oraz miasto są nasze materialnie i duchowo; tutaj możemy się hałaśliwie krzątać nie popadając w groteskowy anachronizm.

Problem architektury futurystycznej nie sprowadza się bynajmniej do zmienionej aranżacji zarysów. Nie chodzi o to, żeby wymyślić nowe kontury, nowe kształty okien i drzwi, a kolumny, filary i konsole zastąpić kariatydami, muchami lub żabami; nie ważne jest też, czy ceglana fasada pozostaje naga, zakryta tynkiem czy oblicowana kamieniem, podobnie jak bez znaczenia jest podkreślanie formalnych odrębności między starą a nową budowlą.

Chodzi natomiast o to, żeby dom futurystyczny stworzyć na nowo, budować go za pomocą wszelkich środków nauki i techniki, zaspokajać hojnie wszelkie roszczenia naszych zwyczajów i umysłu, rozdeptać wszystko, co groteskowe i nam przeciwne (tradycja, styl, estetyka, proporcje), by w ten sposób stworzyć prawdziwie nowe linie, nową harmonię profili i brył, a zatem architekturę, która swą rację bytu czerpie wyłącznie i jedynie ze specyficznie nowoczesnych warunków życia, a swą wartość estetyczną z naszej tylko wrażliwości. Architektura ta nie może podlegać żadnemu z praw historycznej ciągłości. Musi być nowa, tak jak nowy jest nasz stan ducha.

Budownictwo mogło się rozwijać powoli i przechodzić od stylu do stylu bez naruszania ogólnych cech architektury, jako że mimo częstych zmian w historii spowodowanych modą, kolejnością przekonań religijnych oraz ustrojów politycznych niezmiernie rzadko dochodziło do głębokich przemian w samych warunkach środowiska, poruszających wszystko od podstaw, takich jak odkrycie praw natury, udoskonalenia środków mechanicznych, racjonalne i naukowe wykorzystanie materiałów.

Życie współczesne zatrzymało w architekturze proces konsekwentnej ciągłości stylu. Architektura wyzwoliła się od tradycji. Trzeba nieuchronnie zaczynać od nowa.

Obliczenia wytrzymałości materiałów, stosowanie betonu i żelaza wykluczają „architekturę” w sensie klasycznym i tradycjonalnym. Współczesne materiały budowlane i nasze pojęcia naukowe w żaden sposób nie pasują do dyscypliny stylów historycznych, będąc głównym powodem groteskowego wyglądu wszelkich budowli a la mode, w których lekkość i dumna wysmukłość stalowej belki, a także delikatność zbrojonego betonu wykorzystane są dla osiągnięcia ciężkich krzywizn łuku i masywnych efektów marmuru.

Przerażającą antytezę pomiędzy światem współczesnym i dawnym wyznaczyły czynniki, których kiedyś nie było. Do naszego życia wtargnęły elementy, których istnienia ludzie dawni nawet nie przeczuwali; nowe warunki materialne i nowe postawy duchowe przejawiły się w tysiącach sposobów; przede wszystkim zaś objawił się nowy ideał piękna, wprawdzie jeszcze niewyrażony i embrionalny, ale i fascynujący już tłum swym urokiem.

Wygasło w nas upodobanie do manumentalizmu masy, statyki, a wzbogaciliśmy swą wrażliwość o wyczucie tego, co lekkie, praktyczne, krótkotrwałe i szybkie. Czujemy, że nie jesteśmy już ludźmi katedr, pałaców i salonów, lecz ludźmi wielkich hoteli, dworców, szerokich ulic, potężnych bram, krytych targowisk, oświetlonych tuneli, prostych jak wyciął autostrad, uzdrawiającej odnowy miast.

Miasto futurystyczne musimy planować i wznosić na wzór hałaśliwego placu budowy, ruchliwego i dynamicznego, a dom futurystyczny – jak gigantyczną maszynę. Dźwigi nie powinny, podobne samotnym robakom, chować się przy klatkach schodowych, lecz właśnie schody, zupełnie teraz zbyteczne, należy zlikwidować, a windom, jak wężom z żelaza i szkła, pozwolić, by pięły się na fasadach. Dom z cementu, szkła i żelaza, a bez malarstwa i rzeźby, zdobny jedynie w przyrodzone mu piękno linii i form, niezmiernie „brzydki” w swej mechanicznej prostocie, tak wysoki i szeroki jak potrzeba, a nie jak nakazują przepisy budowlane; ów dom musi się wznosić nad skrajem hałaśliwej przepaści ulicy, która nie rozpościera się już jak dywan, na poziomie budki portiera, lecz kanalizując ruch uliczny metropolii, wdziera się w głąb ziemi wieloma poziomami, które łączą ze sobą metalowe kładki i szybkobieżne ruchome schody.

Dekoracje należy wykluczyć. Problemu architektury futurystycznej nie rozwiąże podpatrywanie fotografii obiektów chińskich, perskich czy japońskich ani idiotyczne trzymanie się reguł Witruwiusza, lecz przebłysk genialnej myśli w oparciu o naukowe i techniczne doświadczenia. Wszystko musi być zrewolucjonizowane. Dachy trzeba wykorzystać, a dla suteren znaleźć właściwe zastosowanie, trzeba też pomniejszyć znaczenie fasady; problemy dobrego smaku przenieść należy z dziedziny poszczególnych profili, kapitelików czy okienek w znacznie ważniejszą sferę wielkich kompozycji brył, przeprowadzonej z rozmachem dyspozycji planów. Skończmy wreszcie z architekturą monumentów, cmentarzy, pamiątek. Rzućmy na kupę pomniki, szerokie schody i ganki kolumnowe, pogrążmy trotuary, ulice i place, a podniesiemy standard miast.

Zwalczam i mam w pogardzie:

1. całą w ogóle awangardystyczną pseudoarchitekturę pochodzenia austriackiego, węgierskiego, niemieckiego i amerykańskiego;

2. całą w ogóle architekturę klasyczną, uroczystą, hieratyczną, teatralizującą, dekoracyjną, monumentalną, elegancką i przyjemną;

3. balsamizację, odbudowę i naśladownictwo starodawnych pomników i pałaców;

4. linie pionowe i horyzontalne, formy kubiczne i piramidy, które będąc statyczne, ociężałe i przygniatające, uchybiają naszej na wskroś współczesnej wrażliwości;

5. stosowanie materiałów masywnych, przestrzennych, trwałych, przestarzałych i kosztownych;

i oświadczam:

1. że architektura futurystyczna jest architekturą kalkulacji, zuchwałej śmiałości i prostoty; architekturą zbrojonego betonu, żelaza, szkła, tektury, włókien tekstylnych oraz tych wszystkich materiałów zastępujących drewno, kamień i cegłę, dzięki którym osiągnąć można maksymalną elastyczność i lekkość;

2. że z tego względu architektura futurystyczna nie stanowi suchej kombinacji pożytku i praktyczności, lecz pozostaje sztuką, a więc – syntezą i ekspresją;

3. że skośne i elipsoidalne linie są dynamiczne i z natury swej zawierają moc emocjonalną tysiąckrotnie wyższą od mocy linii pionowych i poziomych, tak że bez tych pierwszych nie może istnieć architektura naprawdę integralna i dynamiczna;

4. że dekoracja w charakterze dodatku do architektury jest niedorzecznością i że wartość dekoratywna architektury futurystycznej zależy tylko od właściwego użycia i oryginalnej aranżacji surowych, nagich, lub też mocno zabarwionych materiałów;

5. że będąc – w przeciwieństwie do starożytnych czerpiących swe inspiracje artystyczne z natury – materialnie i duchowo istotami sztucznymi, zmuszeni jesteśmy szukać źródeł inspiracji w elementach nowego, na wskroś mechanicznego świata, który został stworzony przez nas i którego najpiękniejszym wyrazem, najdoskonalszą syntezą i najefektywniejszym dopełnieniem musi być architektura;

6. że architektura przestała już być sztuką, która formę budowli komponuje według z góry ustalonych kryteriów;

7. że architekturę należy rozumieć jako wysiłek w kierunku zuchwałego i swobodnego zharmonizowania środowiska z człowiekiem, to znaczy ukazania świata rzeczy jako bezpośredniej projekcji świata ducha;

8. że tak pojęta architektura wykluczy całkowicie zrutynizowane kreślenie linii i form, ponieważ fundamentalnymi znamionami architektury futurystycznej będą nietrwałość i przemijalność.

Domy żyć będą krócej od ·nas. Każde pokolenie będzie musiało budować swe własne miasto. To ustawiczne odnawianie środowiska architektonicznego przyczyni się do zwycięstwa futuryzmu, który zdobył już rozgłos wyzwolonymi słowami, dynamizmem plastycznym, muzyką bez kwadratury i sztuką szmerów, i który walczy nieprzerwanie przeciwko tradycjonalnemu tchórzostwu.

 
11 lipca 1914

 Antonio Sant’Elia


Dodaj komentarz so far
Dodaj komentarz



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



%d bloggers like this: