Rewolucja sztuki


Pessoi, Fernando: Księga niepokoju. GW.
środa, Wrzesień 12, 2007, 8:40 pm
Filed under: Gazeta Wyborcza, Książki

Kim był człowiek, którego wizerunek zdobi T-shirty dla turystów w Lizbonie? Ani jednemu napisanemu przez niego zdaniu nie można całkiem uwierzyć, nawet intymnemu dziennikowi, który podpisał prawdziwym nazwiskiem.

Jedną ze swoich powieści portugalski noblista Jose Saramago rozpoczyna sceną powrotu pewnego człowieka do Lizbony. Jest rok 1935. Człowiek ów, powściągliwy lekarz i klasycyzujący poeta, autor ód na horacjańską modłę, schodzi po trapie w porcie i poleca odwieźć się do hotelu nad rzeką, której nie widział od 16 lat. Co go skłoniło do przerwania emigracji? Wieść o śmiertelnej chorobie przyjaciela. Jednak w mglistej, słotnej Lizbonie znajduje już wydrukowane nekrologi: odszedł Fernando Antonio Nogueira Pessoa, autor jednego wydanego za życia tomu wierszy i założyciel pisma „Orpheu”, którego dwa raptem numery wprowadziły literaturę portugalską w nowoczesność, „to niepowetowana strata etc…”.

Kufer z heteronimami

Czy Pessoa, człowiek o usposobieniu ekscentrycznego maniaka, którego jedyny związek z kobietą trwał mgnienie i był skazany na porażkę, bo Pessoa wolał pisać o życiu, niż żyć, ukrywać się bez końca za fikcją, którą tworzył – biorąc pod uwagę jej obfitość – każdego dnia swego dorosłego życia, otóż czy ktoś taki mógł przywiązać do siebie kogokolwiek na tyle, by ten, specjalnie przedsięwziąwszy atlantycki rejs, uronił łzę nad jego doczesnymi szczątkami? Owszem, Pessoa sam zadbał o to – powołał do życia kilkadziesiąt postaci, obdarzając je fizjonomią, przeszłością, poglądami, upodobaniami i literacką estetyką. Pisał w imieniu tych, jak je określał, heteronimów – wiersze, prozę, dramaty, artykuły, traktaty i polemiki – tak skutecznie zamazując swoją prawdziwą tożsamość, że do dziś zastępy uczonych pessoalogów nie potrafią dać prawdziwego jej obrazu.

W osobliwym powieściowym hołdzie Saramago złożonym temu pisarzowi przybyszem z Brazylii jest Ricardo Reis, jeden z trzech najważniejszych heteronimów Pessoi. Osobliwość tego hołdu polega na tym, że Saramago, pisarz znany z politycznego zaangażowania po lewej stronie, opisując ostatni rok życia Reisa, któremu w Lizbonie towarzyszy – dosłownie – duch Pessoi, ma ambicję oddania stanu umysłów w Portugalii Salazara sąsiadującej z Hiszpanią w przededniu wojny domowej, w Europie zdominowanej przez brunatne reżimy.

A Pessoa? Jego skrajny indywidualizm nigdy by mu nie pozwolił na dłuższe pochylenie się nad polityczno-społeczną doraźnością, przynajmniej nie na serio.

Najdonioślejszą próbkę jego wizji świata i siebie w nim stanowi „Księga niepokoju” wydana po polsku właśnie po raz pierwszy w całości i w nowym przekładzie. Pessoa za życia ogłosił nieco ponad sto wierszy, sporo zresztą napisanych po angielsku (język ten poznał jako dziecko podczas kilkuletniego pobytu z ojczymem konsulem w Południowej Afryce), rozproszone eseje i garść przekładów. Reszta nieopublikowanej w całości do dziś spuścizny to m.in. kilkadziesiąt tysięcy zapisanych kart pozostawionych w kufrze – przedsięwzięcie olśniewające rozmachem, labirynt z zaszyfrowaną zagadką. Jej znaczącym fragmentem jest „Księga…” – monumentalny zbiór nieuporządkowanych zapisków podpisanych heteronimem Bernardo Soaresa, którego jednak przyjęło się ze względu na podobieństwo do Pessoi (Soares – skromnie żyjący samotny księgowy z lizbońskiej Baixy, Pessoa – zarabiający na życie tłumaczeniem handlowej korespondencji w małej firmie) z nim utożsamiać.

Coś pomiędzy „Wyznaniami” Augustyna a „Myślami” Pascala, wedle słów autora „autobiografia bez faktów” o filozoficznych inklinacjach, nad którą Pessoa nie do końca sprawował kontrolę, przez całe życie snując projekty kompozycyjne i nie znajdując w sobie konsekwencji, by je zrealizować.

„Gdyby serce mogło myśleć, przestałoby bić”

Klucza do „Księgi…” długo nie mogli znaleźć także redaktorzy dzieła – ukazała się w Portugalii dopiero 47 lat po śmierci Pessoi, pieczętując pozycję jego dorobku. Trzy lata później jego szczątki przeniesiono do narodowego mauzoleum – manuelińskiego klasztoru hieronimitów – gdzie spoczywają między grobowcami Vasco da Gamy i Luisa de Camoesa. Dla Portugalii Pessoa jest kimś takim jak Joyce dla Irlandii, a od czasu „Lisbon story” Wendersa, w którym bohaterowie czytują jego wiersze, jest także ikoną portugalskiej popkultury i widnieje na T-shirtach jak Kafka w Pradze.

Prawdziwy Pessoa to jednak zagadka. Nie dlatego, że nie znamy faktów z jego dość banalnego życia. Przeciwnie, to przeciętność jego egzystencji jest trudna do pogodzenia z bogactwem i przewrotnością jego idei. Twierdził, że nie ma w nim nic oprócz pozy, gry pozorów. Heteronimia, którą uprawiał z zapamiętaniem, nie ma odpowiedników w historii literatury. Owszem, współcześni mu pisarze tworzyli swoje alter ego (Pound czy Rilke dla przykładu), ale nikt nie zrezygnował na ich rzecz z siebie samego, nie uczynił projektu literackiego z tej kamuflującej i mylącej tropy gry. Język jego heteronimów, dla każdego inny, zawsze zachowuje analityczną precyzję, bez względu na to, czy przyswaja portugalszczyźnie frazę Walta Whitmana, czy okultystyczną grafomanię Aleistera Crowleya, głosi anarchizm czy obyczajową krzepkość nowoczesnego narodu. Nieustanne użyczanie głosu autorom o różnych osobowościach, na dodatek z buchalteryjną dbałością o ich psychologiczną wiarygodność – to mógłby być wstęp do pięknej schizofrenii. Ale przecież ogarnąć ten projekt mógł tylko człowiek o żelaznym zdrowiu psychicznym.

Chłód bije z jego pisania i to on jest źródłem niepokoju u czytelnika. W ciągu kilku dekad uprawiał tuziny estetycznych prądów, które śledził na bieżąco w literaturze europejskiej. Kunszt pozwalał mu osiągać równą biegłość w szekspirowskim sonecie, opowiadaniach a la Poe lub ludowych balladach, co w symbolizmie, kubizmie, futuryzmie – rozwijał te trendy, a często był to w obszarze języka portugalskiego wysiłek pionierski, i porzucał z jednaką łatwością. Podobnie jak inspiracje filozoficzne – Nietzsche, Kant, Platon; myśli ich używał, by zaraz zakpić z ich dogmatyzmu, a szerzej – z filozofii w ogóle, która zawsze próbą opisu redukuje tajemnicę człowieczej duszy.

Na początku „Księgi…” Soares-Pessoa zaznacza swoją wyjątkowość i ewentualne pobratymstwo z wąską, elitarną i przeklętą zarazem grupą jemu podobnych – deklaruje, że całkowicie utracił nieświadomość, a „nieświadomość to fundament życia. Gdyby serce mogło myśleć, przestałoby bić”.

„Księga…” to litania tego rodzaju zdań, paradoksalnych aforyzmów, lamentów hiobowej mądrości bądź kaznodziejskiego żaru, ale wszystkie obwarowane są zastrzeżeniami, które nie pozwalają uznać je za prawdziwe poglądy Pessoi – prawdziwy to jedyny przymiotnik, którego nie sposób do niego odnieść. Kwestionował każde słowo, które napisał, każdą myśl, którą dopiero co uzasadniał tak przekonująco, że gotowi byliśmy przyjąć ją za swoją. Miał ambicję każdy przejaw ludzkiej aktywności – przyjaźń, religię, marzenia, walkę klas, seksualne pragnienia i orientacje – traktować jak rzeczy godne obserwacji, ale nie przeżywania.

Opętanie demonem dystansu

Nihilizm? Nihilista nie napisałby: „Nigdy się nie spełniamy. Jesteśmy dwiema otchłaniami – studnią wpatrzoną w niebo”.

Amerykański badacz, którego układ „Księgi…” jest podstawą polskiego przekładu, Richard Zenith orzekł, że psychoanaliza jest nauką zbyt ubogą, by mogła objaśnić przypadek Pessoi opętanego przez demona dystansu. „Wszystko, co człowiek stwierdza lub wyraża – pisze Pessoa w „Księdze…” – jest notatką na marginesie całkowicie wymazanego tekstu. Możemy na podstawie notatki zgadywać, jaka była mniej więcej istota tekstu, ale zawsze pozostaje pewna wątpliwość, a możliwych znaczeń jest wiele”.

A jednocześnie, i w „Księdze…” widać to dobitnie, ta ekstremalna samoświadomość swojej jaźni, której posiadanie Pessoa sugeruje w osobie Bernardo Soaresa, sprowadza się do przejmującego krzyku człowieka niewiarygodnie samotnego. Samotność jest podwójna – faktyczny brak bliskości bliźniego spowodowany umiejętnością obserwacji życia, tak totalnej i drobiazgowej, że na samo życie nie starcza czasu ani siły.

Cierpienie, które z tego wynika, jest co chwila posypywane solą kolejnej obserwacji, która każe Soaresowi-Pessoi zachwycić się otaczającym go światem mimo gorzkiej wiedzy o jego mechanizmach. A może i ta udręka jest tylko grą pozorów?

Poetycka proza „Księgi niepokoju” jest z jeszcze jednego powodu doskonałą wizytówką twórczości Pessoi, który nie licząc młodzieńczego pobytu w Durbanie nigdy nie opuszczał swojej Lizbony, stolicy projektowanego przezeń (znów raczej na pewno w ramach gry z narodowym, mesjanistycznym mitem) Piątego Imperium. Na grubo ponad 400 stronach intymnych rozważań przywołuje tu nazwiska paru klasycznych autorów portugalskich i tyluż współczesnych, ważnych dla pokolenia Pessoi. Do tego dosłownie pojedyncze wzmianki o Chateaubriandzie, Szekspirze, Miltonie czy Dantem. Wpływ świata zewnętrznego na pisarstwo Pessoi jest niezauważalny. To swoiste, autonomiczne dzieło wyrasta niemal w całości z wszechświata medytacji i wątpliwości jednego człowieka, który odważył się spisać cały swój strach przed obłędem i w ten sposób mu umknął.

Łukasz Grzymisławski

Źródło: Gazeta Wyborcza

Jeżeli napiszę: kocham „Księgę niepokoju” to będzie i tak mało.


5 komentarzy so far
Dodaj komentarz

Właśnie upolowałem „Księgę Niepokoju” w Podaj.net. Jeszcze tylko kilka dni i można będzie zabrać się do czytania.

Komentarz - autor: eD

Mnie zastanawia status tej knigi. W sumie dość niepozorna, nieszczególnie rozreklamowana, zwłaszcza w poprzednich edycjach, a urasta pośród moich znajomych do rangi, właściwie, książki kultowej – to znaczy, tak mogłabym to opisać, gdybym nie żywiła głębokiej niechęci do podobnych określeń. Oczywiście, nie muszę chyba dodawać, że i mój stosunek do niej jest zbliżony.😉

Komentarz - autor: temprana

tak wlasnie jest-probuje pisac habilitacje nt Ksiegi

Komentarz - autor: ludwicki konrad

…to absolutnie najlepsza pozycja jaka ostatnio(a byc moze i w ogole) czyyytaaaleeeem. Na kolana!

Komentarz - autor: KOnrad Ludwicki

cudna ksiazka! kazda strona, zdanie, mysl…

Komentarz - autor: KOnrad Ludwicki




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



%d bloggers like this: