Rewolucja sztuki


Cindy Sherman
Niedziela, 16 grudnia, 2007, 11:26 pm
Filed under: Bez zbędnych słów, Fotografia, Kobieta, Manifesty, Sztuka



Marcin Bondarowicz
Czwartek, 25 października, 2007, 3:55 pm
Filed under: Bez zbędnych słów, Malarstwo, Manifesty, Plakat, Polityka, Symbolizm, Sztuka

Więcej: http://www.bondarowicz.republika.pl/ 



Sebastião Salgado
Wtorek, 16 października, 2007, 1:39 pm
Filed under: Bez zbędnych słów, Bieda, Fotografia, Historia, Kobieta, Manifesty, Obrona życia, Sztuka

vietnamse boat people

 

[Since 1975 when South Vietnam came under Communist rule, some 800,000 people have fled their country by boat. Most of the ones who survived the perilous journey ended up in other Asian countries, some in permanent detention. Many children were born in prison and have lived all their lives there.]

 

 

Inside this prison there are thousands of children who have never seen a dog, a cow, a horse, or a garden. Hong Kong, 1995.

 

 

Many of those who have left South Vietnam since 1975 started from deserted beaches like this one. Vung Tau, Vietnam, 1995.

 

 

At the International Airport of Ho Chi Minh City, several families leave for the United States. Ho Chi Minh City, Vietnam, 1995.

 

 

At the entrance of the detention camp stands a copy of the Statue of Liberty, with the dove of freedom in one hand and flowers in the other, sculpted by a refugee. Galang Island, Indonesia, 1995.

 

el apocalipsis de ruanda

 

 

Kibumba Number One had 350,000 refugees, but grew even larger when the government of Zaire sent refugees from Goma and Munigi. Zaire, 199

 

 

With as many as 350,000 arriving at the refugee camp at Benako in just four days, the initial conditions were deplorable. Tanzania, 1994.

 

 

Mutilated Tutsis in an abandoned school in Nyarubuye, Rwanda, 1995

 

 

In the camp at Kibumba, thousands of Rwandan refugees die daily of cholera, dysentery, and starvation. French Army tractors pile the bodies up against mounds of volcanic lava and then cover them with earth. Death has become a management problem. Zaire, 1994.

 

 

At the village of Biaro, the Zairian Red Cross has been summoned by Kabila’s forces to bury the dead to avoid the spread of disease and to count the orphans (about 1,000). Zaire, 1997.

 

la devastacion de kabul

 

[When the Soviets abandoned Afghanistan in the late 1980s, Kabul was more or less intact. Today it has been emptied of most its population: each armed faction that has conquered part or all of the city has provoked an exodus. One of the only remaining industries is the manufacture of prosthetic limbs. ]

 

 

A few days after the Taliban seized Kabul, women were forbidden to show their faces. Kabul, Afghanistan, 1996.

 

 

A one-legged man, obviously a victim of war, struggles along the now-ruined Jade Maiwan Avenue. Kabul, Afghanistan, 1996.

 

 

These refugees from Kabul are Hazaras, the poorest of Afghanistan’s three ethnic groups. An elderly woman holds a portrait of her son, recently killed fighting the Taliban. Afghanistan, 1996.

 

las minas explosivas de angola

 

[Though one of the richest African countries, Angola has been in a state of war since the 1960s. Cities are crowded with displaced persons who have fled war zones: they camp out near railroad tracks, in movie theaters, schools or museums. Angola is thought to have one land mine per inhabitant.]

 

 

At the International Red Cross’s new orthopedic center in Kuito, a nurse fits a boy with a prosthesis to replace a leg blown off by a land mine. Angola, 1997.

 

 

During almost four decades of war, Angolan and foreign armies have laid about 10 to 12 million mines of some 67 different types. Angola, 1997.

 

 

This center is still unable to meet demand for prostheses, even though 50 percent of those who step on land mines (and 80 percent of children who do so) are instantly killed. Bomba Alta. Angola, 1997.

 

The Serra Pelada – gold mine – Brasil (1986).

 

 

 

Refugee from Gondan (esquerda). Gourma-Rharous (direita). Fotos do Mali (1985).

 

 

 

Children’s ward in the Korem refugee camp (esquerda). Lado direito: Refugees in the Korem camp (direita). Fotos da Etiópia (1984).

 

 

 

Więcej: Tutaj



Symbolizm: Jean Moreas: Manifest symbolistyczny, ogłoszony po raz pierwszy na łamach „Figaro Litteraire” z dnia 18 września 1886 r.(skrót).
Niedziela, 14 października, 2007, 7:34 pm
Filed under: Manifesty, Symbolizm

 Jean Moreas SYMBOLlZM

Jak wszelka sztuka, tak też rozwija się literatura: cykliczny postęp ze ściśle zdeterminowanymi nawrotami, skomplikowany przez rozmaite modyfikacje, do których prowadzi bieg czasu i przeobrażanie środowiska. Nie ma potrzeby nadmieniać, że każda nowa, zdolna do rozwoju faza sztuki sąsiaduje bezpośrednio ze starczym zniedołężnieniem, z nieuniknionym końcem szkoły poprzedniej. Wystarczą dwa przykłady: Ronsard triumfuje nad niemocą naśladowców Marota; romantyzm rozwija swój proporczyk na ruinach klasycyzmu, których tradycje kontynuowali na dobre i złe Casimir Delavigne i Etienne de Jouy. Każda manifestacja sztuki pewnego dnia wyczerpuje się nieuchronnie, a wszystko to, co było pełne ognia i świeżości, usycha i kurczy się, od kopii do kopii, od imitacji do imitacji. To, co z początku nowe i spontaniczne, staje się mdłe i oklepane.

Tak też było z romantyzmem: gdy przebrzmiały wszystkie dzwony alarmowe buntu, gdy minęły dni chwały i walki, utracił swoją siłę i urok, wyrzekł się heroicznej śmiałości, został usunięty na bok, sceptyczny, mędrkujący. Po szacownej i martwej próbie parnasistów obiecywał sobie złudną drugą wiosnę, aby w końcu, niczym monarcha popadający w zdziecinnienie, ustąpić miejsca naturalizmowi, któremu nie można przypisać żadnej poważnej wartości, poza wartością protestu – prawowitego wprawdzie, ale nierozważnego – przeciwko jałowości kilku wówczas sławnych powieściopisarzy. Należało więc oczekiwać nowej manifestacji artystycznej; była ona konieczna, ba, nieunikniona. Ów kierunek, który fermentował od dawna, dochodzi teraz do głosu. A wszystkie te śmieszne bagatelizowania wiecznych optymistów, prasy, wszystkie zaniepokojenia w poważnych krytykach, wszystkie negatywne reakcje opinii publicznej, która w swym głupim zobojętnieniu została zaskoczona przez nowy ruch, co dnia służą tylko coraz silniejszemu potwierdzeniu żywotności obecnego rozwoju literatury francuskiej – tego rozwoju, który pewni nadgorliwi znawcy, opacznie go zrozumiawszy, określili mianem dekadencji. Zwracam im jednak uwagę, że literatura dekadencka w istocie okazuje się przede wszystkim łykowata, rozwlekła, nazbyt skrupulatna i służalcza: wszystkie tragedie Woltera na przykład naznaczone są taką odrobiną dekadencji. Jakiż jednak zarzut można dzisiaj postawić tej nowej szkole? Jakiż zarzut właściwie się jej stawia? Nadużycie przepychu, dziwaczność porównań, nowe słownictwo, w którym dochodzi do harmonijnych połączeń z barwami i liniami: charakterystyczna cecha każdego odrodzenia.

Zaproponowaliśmy już nazwę SYMBOLIZM jako jedyną, która może trafnie określić aktualny prąd twórczego ducha w sztuce. Chcemy trzymać się tego miana.

Powiedzieliśmy. na początku tego artykułu, że proces rozwoju sztuki ma przebieg bardzo skomplikowany przez modyfikacje i nawroty, toteż aby prześledzić zdrowe pochodzenie owej szkoły, trzeba by sięgnąć do pewnych wierszy Alfreda de Vigny, do Szekspira, do mistyków i jeszcze dalej. Kwestie te wymagałyby całego tomu komentarzy. Powiedzmy. więc, że Charles’a Baudelaire’a należy nazwać prawdziwym prekursorem nowego ruchu. Stephane Mallarme dał mu poczucie rzeczy tajemniczych i niewypowiedzianych; Paul Verlaine rozbił – ku jego czci – okrutne okowy wiersza, które subtelny Theodore de Banville uczynił już bardziej giętkimi. Ostateczne zaczarowanie tymczasem nie zostało jeszcze osiągnięte: bezwarunkowa i niepokojąca praca oczekuje na nowych przybyszy.

Będąc wrogiem wszelkiej afektacji, wszelkiej fałszywej czułostkowości, ale też wszelkiego obiektywnego opisu, poezja symbolistyczna stara się ująć ideę w sensytywną formę, która jednak nie zadowala się samą sobą, lecz jest podporządkowana idei; forma służy idei jako środek wyrazu. Idea z kolei nie może dopuścić, by pozbawiono ją rozrzutnej ozdoby zewnętrznych analogii; bo; istotna właściwość sztuki symbolistycznej polega na tym, że idei nigdy nie utrwala się pojęciowo ani nie wyraża wprost. I dlatego obrazy natury, czy ludzi, wszystkie zjawiska konkretne nie mogą w tej sztuce ukazywać się same, lecz są przedstawiane symbolicznie przez sensytywnie wyczuwalne ślady, przez utajone powinowactwa z pierwotnymi ideami.

Zarzut niezrozumiałości, wytaczany takiej estetyce przez czytelników, którzy się w niej gubią, nie jest zaskakujący. Ale cóż przeciw niemu przemawia? Ostatecznie pytyjskie pieśni zwycięskie Pindara, Hamleta Szekspira, Nowe życie Dantego, drugą część Fausta Goethego i Kuszenie Świętego Antoniego Flauberta też obwiniano o niezrozumiałość.

Dla ścisłego przedstawienia swej syntezy symbolizm potrzebuje prototypowego i kompleksowego stylu: nie zużytych słów, na przemian to surowo skomponowanych, to swobodnych zdań, znaczących pleonazmów, tajemniczych opuszczeń słów, przełamywania sztywnej gramatyki, obrazowych, śmiałych i wielokształtnych wyrażeń, a przede wszystkim dobrego języka z czasów przed Vaugelasem i Boileau-Despreaux, języka Franyois Rabelais’a i Philippe’a des Commines, Franyois ViIIona, Rutebeufa i wielu innych niezależnyCh pisarzy, którzy umieli słowami trafiać celnie jak Trakowie swoimi strzałami.

Ujęcie powieści symbolistycznej jest wielowarstwowe; spotykają się tu elementy na pozór sobie obce: raz osobliwa postać porusza się w kręgach, które są udziwnione przez jej własne halucynacje, jej temperament. W tym udziwnieniu jednak tkwi jedyna realność. Istoty o mechanicznych gestach, o mrocznych sylwetkach poruszają się wokół tej osobliwej figury: służą jej jedynie za pretekst wrażeń i domniemań.- Ona sama jest tragiczną lub błazeńską maską, maską wszakże pełnego, choć pomyślanego tylko, człowieczeństwa. To znów postacie, uwikłane, aczkolwiek tylko powierzchownie, w dzianie się ogólne, na przemian w konflikty i w stagnację, dają się porwać do czynów, które potem jednak pozostają niedokonane. Niekiedy wyładowują się indywidualne objawy woli; nadciągają, skupiają się, łączą skierowane na jeden cel, który – czy osiągnięty, czy chybiony odrzuca je z powrotem na pozycje wyjściowe.

 

To znów pojawiają się w całej okazałości mityczne urojenia – od antycznego Demagorgona po Beliala, od Kabirów po Nigromanówna skale Kalibana czy w lesie Tytanii, przy akompaniamencie dziwacznych, nigdy nie słyszanych dźwięków. W ten sposób symbolizm gardzi dziecinną metodą naturalistów (Zolę ratował wyborny instynkt pisarski). Powieść symbolistyczna, dostarczająca bodźców emocjonalnych, opiera się w zasadzie na subiektywnej deformacji: gdyż w obiektywnym świecie widzialnym sztuka może szukać jedynie najprostszego punktu wyjścia.

18 września 1886



5’nizza – Soldat (soldier)
Niedziela, 14 października, 2007, 11:03 am
Filed under: Manifesty, Muzyka, Nawiązania

Moja nowa miłość:

W oryginale:

Я – солдат,
Я не спал пять лет
и у меня под глазами мешки
Я сам не видел,
но мне так сказали
Я – солдат
и у меня нет башки,
мне отбили её сапогами
Ё-ё-ё, комбат орёт,
разорванный рот у комбата
Потому что граната…
Белая вата,
красная вата не лечит солдата

Я – солдат,
недоношеный ребенок войны
Я – солдат,
мама залечи мои раны
Я – солдат,
солдат забытой богом страны
Я – герой
скажите мне какого романа

О, о-о-о

Я – солдат,
мне обидно когда остаётся один патрон,
Только я или он
Последний вагон,
самогон,
нас таких миллион
в ООООН
Я – солдат
и я знаю свое дело,
мое дело стрелять,
чтобы пуля попала
в тело врага
Эта рагга для тебя мама-война,
теперь ты довольна?

Я – солдат,
недоношенный ребенок войны
Я – солдат,
мама залечи мои раны
Я – солдат,
солдат забытой богом страны
Я – герой
скажите мне какого романа

Ай-м э соулджа… Ай-м э соулджа…
Ай-м э соулджа… Ай-м э соулджа…
Ай-м э соул…джа… соул…джа…
…соул…джа…джа…

Я – солдат, недоношенный ребенок войны
Я – солдат, мама залечи мои раны
Я – солдат, солдат забытой богом страны
Я – герой, скажите мне какого романа

Tłumaczenie angielskie:

I’m a soldier
I haven’t slept in five years
And I have dark circles under my eyes
Haven’t seen them myself
But so I’ve been told
I’m a soldier
And I have no head (*)
They have beated it off with their boots
Yo-o-o, commander shouts
Commander’s mouth is teared open
Because a grenade…
White cotton wool
Red cotton won’t heal a soldier

I’m a soldier
Unborn child of war
I’m a soldier
Mom, take care of my wounds
I’m a soldier
Soldier of a country forgotten by God
I’m a hero
Tell me of which novel

Oh..oooh..

I’m a soldier
It vexes me when I have only one bullet left
It’s either me or him
The last wagon
Moonshine
There are millions of us
In the UN

I’m a soldier
And I know my job
My job is to shoot
So that the bullet doesn’t miss
The ennemy’s body
This reggae is for you Mother-War
Are you happy now?

I’m a soldier

I’m a soldier
Unborn child of war
I’m a soldier
Mom, take care of my wounds
I’m a soldier
Soldier of a country forgotten by God
I’m a hero
Tell me of which novel

(in English)
I’m a sol-dier I’m a sol-dier
I’m a sol-dier I’m a sol-dier
I’m a sol-dier sol-dier
sol-dier-dja

I’m a soldier
Unborn child of war
I’m a soldier
Mom, take care of my wounds
I’m a soldier
Soldier of a country forgotten by God
I’m a hero
Tell me of which novel

(*) Having no head is a Russian expression meaning someone that’s irresponsible. Here they are playing with the words

Tekst i tłumaczenie ze strony: http://russmus.net/index.jsp



Obmywanie Tomasza Dobiszewskiego
Sobota, 13 października, 2007, 1:50 pm
Filed under: Bez zbędnych słów, Fotografia, Manifesty, Nawiązania

Więcej: http://tomaszdobiszewski.prv.pl/



Jasieński: Jednodńuwka futurystuw „Manifest w sprawie poezji futurystycznej” 3 kwietnia 1921
Wtorek, 11 września, 2007, 9:02 pm
Filed under: Futuryzm, Jednodńuwka, Manifesty, Poezja

1. Kubizm, ekspresjonizm, prymitywizm, dadaizm, przelicytowały wszystkie izmy.
Pozostał jeszcze nie wyzyskany jako prąd w sztuce jedynie onanizm.
Proponujemy go na zbiorową nazwę wszystkich naszych przeciwników.
Jako uzasadnienie podkreślamy podstawowe momenty sztuki antyfuturystycznej:
bezpłciowość, niemoc zapłodnienia swoją sztuką tłumów; spokojny, paseistyczny samogwałt w cieniu melancholijnych pracowni.

2. W chwili olbrzymich realizacji wprowadzanie nowych nazw uważamy  za zbyteczne
i z chwilą niezgodne. Podnosimy zamiast godła imię tej garstki, która półtora dziesiątka
lat temu pierwsza rzuciła hasła tej walki, którą my dziś kończymy, i powtórnie nazywamy
siebie
         futurystami

3. Nie mamy zamiaru w r. 1921 powtarzać tego, co oni czynili już w 1908. Wiemy,  że o tyle
lat starsi od nich jesteśmy. To, co u nich było tylko przeczuwaniem, pośpiesznym rzucaniem nowych perspektyw – musi sie u nas stać twardym, świadomym siebie twórczym wysiłkiem.
Jako spadkobiercy ogromnego mocarstwa formy ogłaszamy wielkie ujednolicanie waluty. Będziemy wymieniać wszystkie kubistyczne, ekspresjonistyczne, dadaistyczne, prymitywistyczne bilety kredytowe na jedynie od czasów greckich niepodrabialne talenty.
W tym celu postanawiamy:

4. Nie wolno w r. 1921 nikomu tworzyć  i konstruować tak, jak to czyniło się już kiedyś przed nim. Życie płynie naprzód i nie powtarza się. Twórcę każdego obowiązuje to wszystko, co zastał + ten cudowny skok, który artysta każdy uczynić musi w próźnię wszechświata.
Sztuka jest tworzeniem rzeczy nowych.
Artysta, który nie tworzy rzeczy nowych i niebywałych, a przeżuwa jedynie to, co było przed nim zrobione, po paręset razy – nie jest artystą i powinien za używanie tego tytułu odpowiadać sądownie, jak za używanie każdego innego bez odpowiednich kwalifikacji. Wzywamy społeczeństwo do zorganizowanego bojkotu podobnych jednostek.

5. KAŻDY ARTYSTA OBOWIĄZANY JEST
STWORZYĆ ZUPEŁNIE NOWĄ, NIEBYWAŁĄ DOTĄD SZTUKĘ, KTÓRĄ MA PRAWO NAZWAĆ SWOIM IMIENIEM
.

6. Dzieło sztuki uważamy za rzecz doskonałą, konkretną i fizyczną. Kształt jego uwarunkowany jest ściśle wewnętrzną potrzebą. Jako takie odpowiada ono za siebie całym kompleksem sił go składających, zawdzięczając którym tak a nie inaczej – tj. z wewnetrznym przymusem skoordynowane są jego poszczególne części w stosunku do siebie i do całości. Ten wzajemny stosunek nazywamy kompozycją. Kompozycję doskonałą, tj. ekonomiczną i żelazną – minimum materiału, przy maksimum osiągniętej dynamiki – nazywamy kompozycją futurystyczną. W ten sposób wolno jedynie komponować. Jako motywy decydujące podajemy przede wszystkim: Drożyzna ogólna:
a). środków drukarskich, która czyni ogłaszanie drukiem rzeczy zbędnych niewskazanym i dla położenia ekonomicznego państwa wręcz szkodliwym; b). drożyzna czasu. Człowiek współczesny zajęty jest przez 8 godzin pracą fachową. Pozostałe 4 godziny ma na jedzenie, załatwianie interesów życiowych, sport, rozrywki, utrzymywanie stosunków towarzyskich, miłość
i sztukę. Na samą sztukę przypada u przeciętnego człowieka współczesnego od 5 do 15 minut dziennie. Dlatego sztukę otrzymywać musi w specjalnie spreparowanych przez artystów kapsułkach, zawczasu oczyszczoną z wszelkich zbyteczności i podaną mu w formie zupełnie gotowej, syntetycznej.
DZIEŁO SZTUKI JEST EKSTRAKTEM. ROZPUSZCZONE W SZKLANCE DNIA POWSZEDNIEGO, POWINNO JĄ CAŁĄ ZABARWIĆ NA SWÓJ KOLOR.
Przed ogłoszeniem dzieła sztuki drukiem artysta obowiązany jest wycisnąć z niego przedtem wszystkie pozostałe resztki wody. Artysci wykraczający przeciw temu postanowieniu odpowiedzialni będą przed społeczeństwem na równi ze zwykłymi złodziejami pod zarzutem kradzieży czasu.

7. Przekreślamy logikę jako mieszczańsko-burżuazyjną formę umysłu. Każdy artysta ma prawo i jest obowiązany stworzyć swoją własną autologikę. Za zasadnicze cechy poszczególnej logiki uważamy:
    błyskawiczne kojarzenie rzeczy pozornie dla logiki mieszczańskiej od siebie odległych; dla skrótu drogi pomiędzy dwoma szczytami – skok przez próżnię i salto mortale.

8. Poezja operuje w płaszczyźnie słowa, tak jak plastyka w płaszczyźnie kształtów, muzyka – dźwięków. Słowo jest materiałem złożonym. Oprócz treści dźwiękowej ma jeszcze inną treść, symboliczną, którą reprezentuje, a której nie trzeba zabijać pod groźbą stworzenia trzeciej sztuki, która nie już poezją, a nie jest jeszcze muzyką (dadaizm).
    Poezja jest taką kompozycja słów, aby nie zabijając tej konkretnej duszy słowa wydobyć z niego maximum rezonansu.
    Zrywamy raz na zawsze z wszelkim opisywaniem (malarstwo), ale z drugiej strony z wszelkim onomatopeizowaniem, naśladowniem głosów przyrody itp. niesmacznymi żartami pseudofuturyzującego neorealizmu.
    Przekreślamy zdanie jako antypoezyjny dziwoląg.
    Zdanie jest kompozycją przypadkową, spojoną jedynie słabym klejem drobnomieszczańskiej logiki. Na jego miejsce – skondensowane, ostre i konsekwentne kompozycje słów, nie krępowanych żadnymi prawidłami składni, logiki czy gramatyczności, jedynie twardą wewnętrzną koniecznością, która po tonie A domaga się tonu C, po tonie C tonu F itd.

9. Przekreślamy książkę jako formę dalszego dostarczania poezji odbiorcom. Poezja, jako sztuka operująca wartościami akustycznymi, może być oddawana jedynie słowem. Książka może odgrywać najwyżej rolę nut, na podstawie których pewna kategoria ludzi wyjątkowo uzdolnionych (wirtuozów) może odbudowywać całość pierwotną. Z chwilą wynalezienia telefonografu tj. połączenia fonografu z telefonem, książka jako pomost między twórcą a publicznością okaże się do reszty nieużyteczną i zbędną.

10. Sztuka nasza nie jest ani odzwierciedleniem i anatomią duszy (psychologia), ani wyrazem naszych dążeń ku zaświatom Boga (religia), ani roztrząsaniem odwiecznych problemów (filozofia). Przeciw takim zarzutom odpowiadać dziś chyba nie potrzebujemy. Sztuka nie jest również pamiętnikiem skądinąd może ciekawych przeżyć i perypetii wewnętrznych artystów. Dziadkowie nasi dosyć namęczyli cierpliwych współczesnych swoimi tęsknotami, cierpieniami
i erotomanią. Przeżycia artysty są jego własnością prywatną, zajmującą niewątpliwie dla najbliższej rodziny i wielbicielek, ale dla nikogo więcej. Poleca się artystom dla odprowadzenia
i wyładowania przeżyć swoich w odpowiednim kierunku zajmować się więcej sportem, miłością płciową i naukami ścisłymi.

11. Odrywamy od organizmu życia przyczepionych do niego jak pijawki zarozumiałych pasożytów nazywających siebie poetami, karmiących się cudzą pracą i nie produkujących w zamian nic, ponieważ życie takie jest, jakie jest, nie wytrzymuje miary ich prometejskich psyche.
    Pochwalamy życie, które jest wiecznym mozolnym zmienia- niem się – ruch, motłoch, kanalizację i Miasto.
Poezja musi być codzienną, głęboko aktualną i powszechną.
    Romantyczny smęt róż i słowików dawno przestał już na nas działać.
    Egzaltuje nas tłum, pojęty jako gigantyczna fala obracającej sie turbiny. W wiecznej pracy
i walce życia o wytworzenie dnia jutrzejszego chcemy być w swoim zakresie uczciwymi
i świadomymi pracownikami.

12. Zrywamy raz na zawsze z patosem wieczności w stosunku do dzieł sztuki.
Bezwzględna wartość dzieła sztuki waha się pomiędzy 24 godzinami a miesiącem.
W kraju, gdzie wszystko przyżywa się tak powoli – u nas – przedłużamy ten termin do 1 roku.
Po upływie tego czasu wszystkie niewyprzedane książki mają być wycofane z handlu księgarskiego. Wszelkich drugich i trzecich wydań zabrania się. Nie poddający się temu postanowieniu pociągnięci będą do odpowiedzialności przed społeczeństwem, które samo rozstrzygać będzie poszczególne wypadki na drodze plebiscytu.

„Jednodńuwka futurystuw ” W Krakowie, 3 kwietnia 1921